Showing posts with label scribble. Show all posts
Showing posts with label scribble. Show all posts

8 February 2014

All caps of Anna...

Paradoxically,  having no time, sharing it between reading notes of extended math ('Aaaaaaaaaa!' That`s all I can say about that...) and spending time with Corsicans from students exchange (Why do they come when there is zero Celsius degrees outside?) I am going to write a longer post than normally. Suffering from such time deficit I am not able to take some good-looking photos and I am serving you a good portion of selfies (or however you wanna call those photos) As I promised I am back with a new post, whole  about glorious headwear, I mean ruthless caps, which appeared also in the last post in the role of ungrateful, flattening-hair monsters. After a while of thinking I may also say, they are electrifying MONSTERS, that either flatten your hair or make it stand in various, rather odd directions.

Paradoksalnie, mając mało czasu, lawirując miedzy notatkami z matematyki rozszerzonej ('Aaaaaaaaa!' Tyle mogę na ten temat powiedzieć...), a bieganiem za Korsykanami z wymiany (Dlaczego przyjeżdżają gdy za oknem jest temperatura zero stopni?...), właśnie zbieram się do napisania dłuższego postu. Cierpiąc na taki deficyt czasowy nie za bardzo jestem w stanie wyjść i zrobić parę zdjęć, więc serwuję wam świeżą porcję selfies (czy jakkolwiek ktoś chce je nazywać, ja nie mogłam znaleźć żadnego kulturalnego, logicznego odpowiednika, wyłączając te, pokroju 'samolubka' czy tym podobne...). Tak jak obiecałam powracam z nowym postem o cudownych nakryciach głowy, czyli inaczej mówiąc bezlitosnych czapkach, które pojawiły się już w poprzednim poście, w słusznej roli niewdzięcznych, spłaszczających włosy potworów. Po dłuższym zastanowieniu dodałabym, jeszcze, że są elektryzującymi potworami, które albo zrównują włosy z poziomem głowy albo podnoszą je w najmniej pożądane strony.
   
Here we go with number one. Mohair beret. Is there anything more wonderful? To be honest most of them (yes, because there are more of them!) rest in my drawer for a whole winter unable to see even a glimmer of daylight. No matter how French I would look wearing it (hmm...tempting...) I must admit that a mohair-maze (how strange it sounds...) took place about a year ago, when I was falling in love with every beret I came across with just one problem. They were berets and that was the only thing that matters, not caring about the size and the way it looked. As result some of them were simply to
small and when I wanted to press it onto my head hair never looked the same way again. Eventually I may imitate a cook in too small cap...
 
A wiec oto i numer jeden. Moherowy beret. Czy może być coś bardziej cudownego? Szczerze powiedziawszy od jakiegoś czasu większość (bo jest ich więcej!) zimuje w mojej szufladzie, nie mając nawet możliwości ujrzenia światła dziennego. Jakkolwiek francusko (mhmm...kusząco, kusząco) mogłabym wyglądać, moherowy szał (brzmi dość dziwnie...) miał miejsce jakieś półtora roku temu, kiedy to rzuciłam się na wszelkie berety, które znalazłam na swojej drodze, z takim problemem, że liczyło się to, że były beretami, nie to jakie miały rozmiary, czy jak prezentowały się na mojej głowie. W rezultacie niektóre z nich albo zwyczajnie są za wąskie i gdy mam ochotę wcisnąć je na siebie, włosy po walce z moherowym monstrum już nigdy nie wyglądają tak, jak chwilkę wcześniej. W ostateczności, tak jak w tym białym mogę wyglądać jak kucharz w przymałej czapce...

That one is a new thing and  I am waiting for that brave person who will dare to say that polka-dot is just a mistake! That's one of my favourites that unbelievably often breathe the fresh air and traditional quarantine almost did not take place. Now I need a red pleated skirt, yellow shoes and I will be ready
to play a Minnie Mouse in Disneyland...

To jeden z nowych nabytków i niech ktoś odważy się powiedzieć, że groszki to zwyczajna pomyłka! To jedna z moich ulubionych, która oddycha świeżym powietrzem nadzwyczaj często, a tradycyjna kwarantanna prawie nie miała miejsca. Teraz przydałaby się czerwona spódniczka, żółte buty i jestem gotowa zagrać Myszkę Minnie w Disneylandzie...

OH cap. What can I say about that one? It does'n carry any special emotions or memories it is just a
simple beanie that is a real evidence which  prove that I am also a victim of beanie-maze. Watching the sea of those dark caps with various but ALWAYS extremely intelligent inscriptions (see: OH) I
got a bit bored by the idea and covered it with a pile of mohair monsters.

Czapka OH. Cóż ja mogę o niej powiedzieć? Chyba nie niesie ze sobą żadnych konkretnych uczuć czy wspomnień jest po prostu zwykłą typową beanie, która jest najprawdziwszym dowodem na to, że i mnie dotknął, tym razem beanie-szał. Patrząc na morze tych czapek z rozmaitymi, acz zawsze niesamowicie inteligentnymi napisami (patrz: OH), lekko się znudziłam i zakopałam ja gdzieś głęboko pod stertą moherowych potworków.


The last one is not legally mine. I borrowed it from my sister just for a second because that is a weird type of the beret that should fits your head perfectly just as it is and here comes a reasoned finding: my head is not normal.

Ostatni beret legalnie nie jest mój, zapożyczyłam go od siostry, tylko na chwilkę, bo jest  dość dziwnym typem sztywnego beretu, który powinien sam układać się na głowie bez zarzutu, tu wiec nasuwa się uzasadniony wniosek: mam dziwną głowę.



That is the end of my capo-scribble. Hope you did not get to bored...See ya with a new post!

To już koniec mojej paplaniny o czapkach, mam nadzieję, że was do końca nie zanudziłam...Do zobaczenia z nowym postem!

8 December 2013

Lights on!...


I wasn`t going  to write this post. No, I was going to make it look the other way. I liked to write about the phenomenon of beanies and all that stuff, serving you another portion of my scribble, but thank to my father our camera disappeared in the morning (what I found out just before leaving) so there was nothing to do but wait for him to come back with that blessed item. We ended up with camera in our hands at 6 in the evening in complete darkness. Green neon+ darkness... Who could expected it to be so imaginative? Getting throught some troubles- like standing in coldness on a balcony of a building where we came across the owner  who definately forbade us to take  photos of his possesion (when we explained to him what we were doing with a smile he allowed even the acts...) and the wind blowing so hard that you could feel almost like Rose and Jack standing in front of the Titnic- we took some interesting pictures (then I was considering hard if presenting myself in color similar to complexion of ufo is a good idea)...

Post, którego miało nie być. Nie, raczej- post, który miał wyglądać inaczej.  Chciałam pisać o fenomenie `beanies`, popłynąć w te tematy, częstując was kolejną porcją mojej paplaniny, ale ponieważ dziwnym trafem aparat zniknął z półki tuż nad ranem za sprawą taty (o czym zorientowałam się przed wyjściem), nie pozostało nic innego jak odłożyć wszystko na później, a że ZIMA SIĘ ZBLIŻA, z aparacikiem w ręku wylądowałyśmy dopiero o 6 wieczorem w całkowitej ciemności. Zielony neon+ ciemność...kto by pomyślał, źe COŚ może z tego być. Pokonując pewne trudności- czytaj:  stanie na balkoniku przy jednym z budynków, gdzie notabene przyłapał nas właściciel kategorycznie zabraniający robienia zdjęć swojej posesji (gdy wyjaśniłyśmy o co chodzi z uśmiechem zezwolił nam nawet na akty...) i odczuwanie wiatru porównywalnego z tym, który wiał w oczy Rose i Jack`owi, stojącym na dziobie Titanica- udało nam się zrobić parę ciekawych zdjęć (potem rozmyślałam nad tym czy prezentowanie siebie w kolorystyce równej karnacji ufoludków ma głębszy sens)...

  I know that you cannot see much but, well...on this photo I am wearing vintage blouse, Stradivarius pants and jacket, Cubus cardigan and sleeveless




And how would the world look like without THIS awesome photo! Playing hard with Diana Mini Flash that`s it! (No way...)

Jakże wyglądałby świat bez tego CUDOWNEGO zdjęcia! Zabawy z Flashem Diany Mini to jest to!




4 December 2013

Going back to Rome...


During weekend when I was rummaging in my room in order to find some forgotten things, I came across some photos that I never shared with you. Have I ever told you that I am in permanent love with analog photography? Besides the stunning look of old cameras (they takes a lot place on my shelf above my bed, from wonderful Praktica to common Smena) the photos you can take with them always have a special atmosphere (no, I am not jealous about wonderful digital cameras/DSLR...). The ones that I present here were taken during my trip to Italy (will the fact that I threw a cent into Trevi fountain help me to come back to Rome?). The first one is taken by my sister with her Zenith (as you see we have some things in common...) and the others are NOT defective. They are just taken by my small Diana Mini, lomography camera that plucks the film very often and is just simply NOT perfect, made for playing with lomograpfy (what in fact you can do with any of analog cameras, or even in more modern way- using Instagram, but with special, small, pink/orange camera it is more `IT`...), what doesn`t mean that it doesn`t have it`s special charm...

Podczas weekendu przegrzebywałam swój pokój w poszukiwaniu paru zapomnianych rzeczy i przez
przypadek natrafiłam na starą wywołaną kliszę, ze zdjęciami, które jeszcze nie ujrzały światła dziennego. Nie wiem czy już wspominałam wcześniej o moim romansie z analogowymi aparatami, miłościami mojego życia, nie tylko dlatego, że świetnie wyglądają (a zajmują spory kawałek mojej półki, od cudownego aparatu `Praktica` po zwykłą `Smenę`), ale sprawiają, że zdjęcia mają specyficzny klimat, którego żaden cyfrowy aparat nie uchwyci (nie, wcale nie zazdroszczę nikomu posiadania lustrzanki). Te, które wam prezentuję są zrobione podczas wakacji we Włoszech (czy jest możliwość, że wrzucenie centa do Fontanny di Trevi pozwoli mi tam wrócić?). Pierwsze jest zrobione przez moją siostrę aparatem Zenith (tak, w pewnych aspektach jesteśmy podobne...ale w niewielu!), natomiast reszta NIE jest zniszczona/zła/wadliwa, tylko zrobiona moją cudowną, malutką Dianą Mini, czyli aparatem, który służy do zabawy w lomografię (co w praktyce można zrobić z każdym analogiem lub bardziej nowocześnie za pomocą Instagrama, ale jak jest mały różowy aparacik, to jest bardziej TO...), wiec trzeba wyczuć ich TEN klimat...





Photos above were taken by me. On the first one I am wearing Stradivarius shirt, Promod pants, Glitter sunglasses.



24 November 2013

Eyes on me...


Eyes, Eyes, Eyes! That is my current absolute-obsession! Why? It all started with last Kenzo collection- I was dazzled by the look of the coats and pants all covered in eye-print, so than just patiently (then turned to IMpatiently) waitnig for an eye-madness to turn out in shops to buy something connected with, but it did not happened. You could find polka-dot, but not an eye-print... And than came an idea...Why do I have to wait? -I don`t have to! I can do it myself! Feverish with that project I was desperately trying to find white sneakers (yes, it is already november, but well...why not sneakers...) and rummaging in my cupboard to find a forgotten marker for fabrics. You can see the results above...

 Oczy, Oczy, Oczy! To jest mój absolutny numer jeden ostatniego czasu! Dlaczego? Wszystko zaczęło się od tegorocznej kolekcji KENZO, złożonej z części garderoby zadrukowanych w `oczny` (przymiotnik od oka!) print, w której po prostu się zakochałam, potem z cierpliwością (która potem przemieniła się w niecierpliwość) czekałam na pojawienie się `szału na oczy` w popularnych sieciówkach (niestety, najprostszy sposób) żeby zaopatrzyć się w coś podobnego, ale do tej pory nic takiego się nie stało. Groszki owszem, oczy-nie. I wtedy doznałam olśnienia! Dlaczego muszę czekać? -Nie muszę! Mogę zacząć działać sama! Nie wiem jak wy, ale ja często potrzebuję przysłowiowego `kopa`, ażeby zacząć coś robić pełną parą, więc rozgorączkowana biegłam po białe tenisówki i przegrzebywałam szafkę pod biurkiem w poszukiwaniu zapomnianego czarnego markera do tkanin. Rezultaty  możecie zobaczyć powyżej...

ph. by my sister/ wearing Reserved sweater, vintage blouse, Sinsay skirt, Stradivarius jacket,  
SHOES decorated by me
I don`t really know what is so tempting about an eye for me, maybe that is just that they look so funny down on the shoes and if you are talking with someone wearing them on  your eyes will involuntarily catch a sight of this other, strange pair of eyes watching you carefully. And maybe it is just its personal charm or something like a divine shape? And it might have a grain of truth, what I realised about when my dad was trying to find out why do I have `The Eye Of Providence` on my shoes...And , no, I am not yawning on the right photo...

Naprawdę nie wiem co jest dla mnie tak pociągające w oczach. Może po prostu sam ich wygląd,
narysowanych na butach, kiedy mimowolnie podczas rozmowy z jakąkolwiek druga osobą będą niepokojąco przyciągać wzrok `biednej ofiary` w dół, na tajemniczą, wciąż obecną, dodatkową parę oczu.
A może to po prostu urok osobisty, albo jakiś doskonały kształt? I w tym może być trochę prawdy, o czym uświadomił mnie mój tata próbując odgadnąć sens posiadania `oka opatrzności` na butach, gdy przyszłam mu je zaprezentować...Nie, ja wcale nie ziewam na zdjęciu po prawej, nie...



Furthermore I intended to tell you something about my experiences in lying on a cold concrete while making the photos below, but well...I decided I will save you from the perspective of reading more of my scribbe today ;)

Miałam też opowiadać o leżakowaniu na betonie podczas robienia poniższych zdjęć, ale...stwierdziłam, że  oszczędzę Wam dzisiaj tej mojej paplaniny ;)
 ALL DRAWINGS BY ME