Showing posts with label wordrobe. Show all posts
Showing posts with label wordrobe. Show all posts

28 December 2013

Soldier's affair...

 


ph. by my sister/ wearing H&M sweater, METRO skirt, Cubus sleeveless, Reserved bag

Christmas, Christmas and soon it is all over. It is unbelievable in how fast pace it all passes by, thinking about all those incredibly long arrangements and campaign for `a fat man dress in red and carrying big bag`, we all have to admitt that if in this winter season (has anyone a better name for what we have outside the window today? Sun shining brightly and temperature of ten Celsius degrees, what is not normal for christmas time...) strange aliens would come to the planet Earth they would have interesting look on their faces watching us chasing our own tails just for those three, but of course special days...
  
Święta, święta i po świętach. Zabawne w jak zastraszającym tempie mijają, biorąc pod uwagę nieskończonej  długości przygotowania, trwającą od listopada nagonkę na `grubego pana w czerwonej czapce i workiem na plecach`, trzeba przyznać, że zakładając, iż na planetę Ziemię w `zimowym` okresie (ma ktoś lepszy pomysł jak nazwać to, co mamy dzisiaj za oknem? Zima? Nie, na pewno nie...) mieliby zawitać przybysze z kosmosu, mieliby z pewnością ciekawe miny widząc nas ganiających za własnymi ogonami tylko dla tych trzech, szczególnych dni...

To be honest I have to say that I have already missed snow, frost, sled, and scarves enfolded tightly around neck...Write it down! A woman who for a whole period of temperatures under zero would be able to lock herself in a oven and stay there waiting for a sun to come again and shine now is BEGGING for a bit of snow- a part from a bestselling book called `The influence of weather anomalies on Ania`.

Szczerze powiedziawszy już stęskniłam się za śniegiem, mrozem, sankami, szalikami szczelnie opatulonymi wokół szyi...zanotujcie! Człowiek, który przez cały okres temperatur poniżej zera mógłby zamknąć się trwale w piekarniku i czekać, aż słońce znów zacznie nas sobą raczyć PROSI o trochę śniegu- kawałek rewelacji z książki pod tytułem `Jak anomalie pogodowe wpływają na Anię`.

And now to the point. There is soldier in the title just because the sleeveless is coloured in the glorius moro color and as I remember a military-madness accompained us some time ago or maybe even untill today? (don`t pay attention to details, in some moments I may be talking complete rubbish today...) I wouldn`t say I am a fan of this color (however I must say that it perfectly matches black what is immediately a huge PLUS...well...recently standing in front of my wardrobe <yes, yes, that famous standing and thinking in front of this storehouse..stop! Return to main topic!> I come to realise that many things present a look of black vs. white...then blew an omnious whiff of boredom...) but despite of the fact that I have never fall in love with army and I have never got fascinated with playing with small soldiers in my childhood, now I am becoming small soldier myself!

A teraz do rzeczy (albo O rzeczy?...nie zwracajcie uwagi na szczegóły, plotę dzisiaj tak troszeczkę `trzy po trzy`). W tytule pojawił się żołnierz tylko ze względu na to, że bezrękawnik jest w sławnym kolorze `moro`, a swojego czasu wszechobecne było szaleństwo na punkcie wojskowości ( a może nadal trwa?...). Nie określiłabym się fanką tego koloru (choć trzeba przyznać, że pasuje do czerni więc już ma DUŻEGO plusa...właśnie...ostatnio stojąc przed szafą <o tak, to sławne wystawanie przed szafą i rozmyślanie...dość! wracamy do tematu!> stwierdziłam, że spora ilość ubrań to te prezentujące czerń vs. biel...i wtedy owiał mnie złowrogi powiew nudy...), ale pomimo tego, iż nigdy nie pałałam miłością do wojska, nie przeżyłam też fascynacji zabawą małymi żołnierzykami, gdy byłam mała, sama staję się dziś małym żołnierzykiem!



2 August 2013

I'm on my way


I tak mamy kolejny post `podróżniczy`, pozwólcie, że tak go nazwę. Nie potrafię tego do końca zrozumieć, ale moja głowa największą inspirację upatruje chyba właśnie w podróżach tak więc tym razem dzielę się z wami już samym pakowaniem, nie jedynie wrażeniami z pobytu (etc. etc...) -czytaj "tak, tak, robimy postępy..."- bo musicie przyznać, że maleńkimi kroczkami zbliżamy się do faktycznego tematu dla zainteresowanych...w końcu, wreszcie pokazałam wam strzępek mojej szafy ;)

And so we have another, let me say, "travelling post". I can`t really explain it, but my mind finds the best inspiration in voyage I think, so this time I can even share with you not only experiences but also  the packaging, -read as ` oh, yes, yes...we`re making progress...`- because you have to admit that making small steps we are slowly moving closer and closer to real matter why  am I writting this blog...Though, I showed you finally a bit of my wardrobe ;)

all photos by myself
Mama będzie ze mnie dumna...jakkolwiek to zdanie zabrzmiało, chodzi mi jedynie o kolorystykę, jaką zapełniłam tym razem moją walizkę...od dobrych paru wyjazdów/wycieczek/czegokolwiek co wymagało ode mnie zapakowania paru ciuchów do walizki, słyszałam ciągłe narzekania o tym jak to ja ubieram się na czarno, jak smutno i "niemłodzieżowo" wyglądam...tak teraz proszę bardzo, wedle zaleceń: podróżując będę- z espadrylami kupionymi w miejscowym markecie, na szybko, przed samym wyjazdem- świecić czystą bielą, pudrowymi różami, odbijać słońce całą parą...

Mom will be proud of me...however it sounds like, it is only about the colors of  wardrobe that I choose to my suitcase...since last few trips/family travels/anything when I had to put some clothes into my bag, I heard so much complaints about my black-look, not-teenage-look...so now as they told me: travelling I will- with my shoes bought in nearest market, just before our departure- shine with my white clothes, powder pink, I will reflect sun rays with all my power...